Budowanie marek w przyszłości (a może już dziś?)
 Oceń wpis
   

Jak często ciągle słyszymy stwierdzenia, że strategia marki jest praktycznie tożsama ze strategią komunikacji. W sumie dobrze by było, żeby komunikacja była traktowana tak szeroko, ale najczęściej sprowadzana jest ona do działań reklamowych, co przekłada się na fałszywe twierdzenie marka = reklama (forsowane jakby nie było przez agencje reklamowe, które mają w tym bezpośredni interes).

Myślę, że nie ma nic bardziej błędnego, niż utożsamianie marki z reklamą. Ale zastanówmy się chwilę, z czego ono wynika... Pierwotnie to właśnie agencje reklamowe odpowiadały za budowę marek i cały marketing w firmach. Było to głównie na Zachodzie, bo w Polsce jeszcze wtedy niewielu myślało o marketingu. Późniejsze koncepcje marketingowe Kotlera, rozszerzały pojęcie marketingu na produkt, cenę, dystrybucję, etc, wkładając w ręce marketingowców narzędzia, którymi ci najczęściej nie potrafili się posługiwać. Co więcej, marketing wg tej koncepcji stał się trzonem organizacji, wokół którego przypinane były inne funkcjonalności firmy, jak sprzedaż, produkcja, finanse, HR, etc.

Jednak czas pokazał, że marketingowcy nie znają się na biznesie, tak jak zakładał Kotler i nie do końca są w stanie ciągnąć organizacji. Dystrybucja - stała się domeną działów sprzedaży i trade marketingu, za produkt - też odpowiada inny obszar. Nie mówiąc już o cenie. No i w marketingu pozostała promocja. Zauważcie, że większość działów marketingu zajmuje się promocją (komunikacją), która to utożsamiana jest z budową marki. Dlaczego? Bo właśnie marka była kluczowym czynnikiem komunikacji firmy i jej podstawowym narzędziem z konsumentem. Firmy takie jak P&G, Unilever komunikowały marki w oparciu o system korzyści (racjonalnych i emocjonalnych), pozycjonując starannie marki na rynku. W bezpośrednim starciu, którego celem była maksymalizacja udziałów w rynku, firmy te starannie dobierały segmenty klientów, zapewniały wyróżnienie marki na rynku - dobierając zestawy korzyści (w języku marketingu - benefitów) tak, by zapewnić maksymalną atrakcyjność dla konkretnych segmentów. 

Z drugiej strony powstał wielki przemysł reklamowy, którego głównym zadaniem była perswazja, czyli włożenie do głów przedstawicieli poszczególnych segmentów tychże faktów i skłonienie ich do zakupu. Ten system był (ciągle jest) oparty na wpychaniu do głów ludzi określonych treści przy pomocy kontrolowanej komunikacji mass mediowej. Te treści to image czy osobowość przypisywana konkretnym typom produktów. W ten sposób komunikacja zatraciła swoją rolę informacyjną, a stała się narzędziem kontrolowanej przez koncerny propagandy. To znowu przełożyło się na fałszywą asocjację marka = reklama. A jeżeli tak jest, to rola agencji reklamowych jest niezwykle ważna w tym procesie - przecież to One potrafią robić reklamy! A znowu jeżeli tak jest, to One potrafią budować MARKI!

W tym całym rozumowaniu jest pewne szaleństwo, w którym łatwo możemy się zagubić, spoglądając na billboardy czy ekran telewizora. Szaleństwo to związane jest z utożsamianiem marki z reklamą, a strategii marki ze strategią komunikacji. Warto w tym miejscu zadać sobie jedno podstawowe pytanie. Czy w ogóle są silne marki, które zbudowane zostały bez komunikacji w mass mediach? O dziwo - takich marek jest bardzo dużo... Weźmy np. firmę ZARA. Strategia tej marki jest oparta na trzech głównych driverach: czasie wprowadzenia produktu (lead time), niedoborze (scarcity) oraz różnorodności (variety). Czy w tych driverach nie ma miejsca na komunikację? Ależ oczywiście, że znalazłoby się to miejsce. Ale ZARA zoperacjonalizowała strategię marki inaczej. Doszli oni do wniosku, że lepiej zainwestować te 3-5% obrotu, które inni łożą na komunikację w doświadczenie klienta w sklepie, w produkt, który sam w sobie musi być atrakcyjny i dotknięty niedostępnością (krótkie serie, częste zmiany) oraz w najdoskonalsze z możliwych lokalizacje, które same z siebie będą gwarantem zapewnienia odpowiedniego przepływu ludzi.

Czy ZARA to jedyna taka firma? Ależ skąd! Podobną strategię, opartą na inwestycji w doświadczenie klienta w sklepie stosuje wiele firm - ze światowych marek np. Starbuck's. Z naszego polskiego podwórka wystarczy przejść się po większości centrów handlowych i zastanowić się, jaką komunikację marketingową stosują takie marki jak Bartek, Yes, 5-10-15, Solar, etc, etc. Pewnie się zaraz podniosą głosy - przecież 5-10-15 się reklamuje, Yes - też!!! Oczywiście - teraz. Tylko, czy ta komunikacja zbudowała te marki?

Będę dążył do pointy tego posta.

Dzisiaj nowy, aktywny konsument rozbił stary model budowy marek, stosowany z sukcesem jeszcze kilka lat temu przez firmy. Klasyczna reklama zostaje zastąpiona postawami konsumentów kreowanaymi przez powszechną komunikację na poziomie word of mouth, którą współcześni, zsieciowani, zlinkowani i aktywni konsumenci wyciągnęli na pierwszy plan. Dzisiejszy konsument ma dostęp do informacji, której potrzebuje by dokonać świadomych wyborów, porywnywać WARTOŚĆ dostarczaną przez poszczególne marki, na swój własny sposób. Może także w prosty sposób wpływać na oczekiwania innych klientów i decydować wspólnie z nimi, jak mają zachowywać się wobec firm na rynku. W rezultacie siła i skuteczność reklamy, jako narzędzia do kreowania lub utrzymywania reputacji produktu, czy firmy, drastycznie spada. W tym kontekście firmy muszą nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości. I od nowa przepracować procesy budowy marki, które będą budowane w oparciu o SUMĘ DOŚWIADCZEŃ KLIENTA Z MARKĄ, a nie reklamę.

pRFL

 

ps. zauważcie, że drukowanymi literami zapisałem WARTOŚĆ, a nie markę, która moim zdaniem jest wtórna w stosunku do zdefiniowanej wartości - o tym jeszcze napiszę kilka słów

Komentarze (0)
Klient - aktywny twórca naszej oferty?
 Oceń wpis
   

Aktywny, zsieciowany, eksperymentujący klient to nowe wyzwanie dla firm. Jak poradzić sobie z nadmiarem informacji, możliwości? Czy i na ile tradycyjne modele biznesowe wytrzymają starcie z nowym klientem? Czy warto ignorować zmiany w jego mentalności, zachowaniu?

Weźmy np. sklepy ze sprzętem RTV. Współczesny zsieciowany klient jest w stanie bez problemu wyszukać interesujący go model TV w internecie. Dowiedzieć się o tym sprzęcie zdecydowanie więcej, niż wie nawet najlepszy sprzedawca w sklepie. Potrafi czerpać z doswiadczeń i porad innych - również poinformowanych i zsieciowanych klientów. A nawet jeszcze więcej - potrafi pójść do sklepu off-line'owego (sic! - ta nomenklatura jest już funkcjonującym odwróceniem proporcji) i nie tylko zobaczyć sprzęt, ale wypytać sprzedawcę o wszelkie interesujące szczegóły. A następnie wrócić do swojego komputera i wybrać najlepszą ofertę w sklepach on-line'owych lub okazję np. na allegro.

Czy liczba takich klientów jest bardzo duża? Przypuszczam, że niemała. I stale rośnie. Moje pytanie jest jednak inne - jak należy się zachowywać, jeżeli w naszej branży ujawni się podobny sposób zachowania klientów? Po pierwsze - nie ignorować. Po drugie - traktować to jako szansę, a nie zagrożenie.

Realizacja pierwszego i drugiego warunku wymaga od nas nie tylko monitorowania klientów ale przede wszystkim traktowania ich jako aktywnych twórców naszej propozycji wartości. Co w takim podejściu jest odmienne od rzeczy, które już teraz są powszechnie realizowane? Przecież większość firm obserwuje swoich klientów? Prowadzi badania (ilościowe i jakościowe). Analizuje zachowania zakupowe klienta. A jednak... Takie tradycyjne badania i struktury poznawcze nie budują dialogu z klientem, ale czynią ten kontakt odległym i trudnym. Ile to razy zrealizowane zostało badanie, przeprowadzone przez doświadczoną agencję badawczą, którego efekt był nie tylko trudny do przełożenia na konkretne działanie, ale pokazywał nam klientów jako procenty i większości/mniejszości.

Nie ułatwia też tego zadania system dystrybucji, w którym to dealerzy, dystrybutorzy, detaliści wprowadzają dodatkowy szczebel bardziej oddzielający producenta od jego klienta, niż łączący go z nim. Wiele razy przecież pojawia się problem na poziomie tych dodatkowych szczebli, artykułowany mniej więcej tak: co oni znowu wymyślili...

Jestem daleki od dezawuacji badań i firm badawczych, z którego to świata wyrastam. Jednak tradycyjne badania częściej odtwarzają rzeczywistość z pewną inercją w czasie, niż pozwalają 'wyłapać' szanse rynkowe. A już z pewnością nie budują dialogu z klientem.

Klienci jednak sami się zmieniają. Są coraz bardziej aktywni, chętni do wyrażania swoich potrzeb i opinii (jednak nie przez tradycyjny kwestionariusz firmy badawczej). Zsieciowany i zaangażowany klient będzie coraz chętniej angażował się w dialog z firmą jak i z innymi osobami. Ta eksplozja dialogu (fora, blogi, twitter, blip, gadu gadu, facebook, nasza klasa, etc, etc) stwarza nową możliwość dla firm. Konsument już nie jest zależny od firmy. To on staje się źródłem dialogu. W ten sposób następuje zupełnym zwrot w działaniu firmy. Dotychczas to one wybierały klientów i uczyły sie tego klienta. Aktywny konsument sam poszukuje firm i uczy się oferty każdej z nich, dążąc do maksymalizacji wartości (przykład sklepu RTV).

W pewnym sensie to, co się dzieje jest bardzo naturalnym procesem. Ludzie są naturalnie skłonni do łączenia się w społeczności. Chcą być wyjątkowi, ale nie chcą być samotni, poszukując kontaktu z innymi. Z jednej strony kupują np. iPhone'a, bo chcą podkreślić swoją unikatowość, podkreślić swój własny styl, a z drugiej strony tworzą społeczności iPhone'owców, czy innych produktów. Możliwości, które daje sieć, pozwalają im/nam pozostawać w relacjach zdecydowanie szerszych, niż najbliższe otoczenie.

W ten właśnie sposób zmienia się pojęcie rynku z przekazania dóbr wytworzonych przez firmy ich klientom, na forum równoprawnych partnerów-kreatorów (pisałem o tym w poście: cocreation.bblog.pl/wpis,tworzenie;wartosci;to;juz;nie;domena;firm;,30291.html).

pRFL

Komentarze (0)
Jak korzystać z klientów w budowie biznesu?
 Oceń wpis
   

Jak napisałem w ostatnim poście, współcześnie firmy coraz częściej włączają klientów w proces budowania wartości, a w skrajnych przypadkach - przenoszą na nich ten 'obowiązek'. Dzisiaj pociągnę ten wątek, bo warto poświęcić chwilę czasu i przytoczyć reguły budowania biznesów opartych o zasadę współtworzenia wartości z klientem. Odnoszę się w tym miejscu oczywiście do myśli prof. Prahalada, który to zamyka współtworzenie wartości w model DART, czyli dialog (dialog), access (dostęp), risk assesment (szacowanie ryzyka) oraz transparency (przejrzystość). Co oznaczają poszczególne zasady dla biznesu i sposobu odświeżania modeli biznesowych firm?

DIALOG

  • oznacza interaktywność, zaangażowanie i skłonność do działania w obie strony,
  • oznacza znacznie więcej, niż 'słuchanie konsumentów' czy prowadzenie nawet zaawansowanych badań,
  • to wzajemne uczenie się i komunikacja dwukierunkowa pomiędzy równorzędnymi partnerami w biznesie, nastawionymi na rozwiązanie problemu,
  • to skupienie się na zagadnieniach interesujących obie strony równania, wymagające zorganizowania forum, w którym ten dialog może się pojawić i rozkwitać i prowadzony na zasadach produktywnej interakcji,

ACCESS - dostęp

  • oznacza odejście od tradycyjnego rozumienia roli firmy w łańcuchu wartości, czyli wytworzenia i przenoszenia własności na klienta --> w kierunku zaoferowania klientom dostępu do używania produkty, bez konieczności przenoszenia praw własności,
  • dostęp może oznaczać dostęp do przestrzeni (np. elastyczny magazyn w zależności od potrzeb), dostęp do mocy (np. elastyczne wykorzystanie mocy obliczeniowej superkomputera), dostęp do lifestyle'u (np. w ramach jednej opłaty dostęp do różnych samochodów w zależności od potrzeb - piątek wieczór w teatrze? - limuzyna; w poniedziałek odwiezienie córki i koleżanek na obóz? - minivan; niedzielna przejażdżka z żoną? - sportowy wóz) czy do środków transportu (np.www.netjets.com),
  • dostęp może stworzyć nowe możliwości na ubogich rynkach, zapewniając możliwość korzystania z osiągnięć cywilizacji na tzw. dole piramidy (np. sukces kawiarenek internetowych w Polsce lat 90-tych),

RISK ASSESSMENT - szacowanie ryzyka

  • ryzyko odnosi się do prawdopodobieństwa wyrządzenia szkody klientowi, które to dotychczas było w głównej mierze traktowane przez firmy jako ich domena - w ten sposób marketerzy koncentrowali się głównie na artykulacji korzyści, unikając jakiegokolwiek wspominania na temat ryzyka związanego z użytkowaniem produktu,
  • dzisiaj ryzyko staje się elementem publicznej debaty, której sens zasadza się w coraz bardziej świadomym wyborze na zasadzie decyzji coś za coś, pomiędzy korzyściami a ryzykiem (np. terapia, żywność modyfikowana genetycznie)
  • choć ryzyko jeszcze w wielu dziedzinach biznesu jest ukrywane za wyeksponowanymi korzyściami, możemy spodziewać się, że bardziej świadomy i bardziej aktywny konsument będzie podejmował debatę na temat ryzyk coraz częściej i częściej
  • z drugiej strony właśnie zarządzanie ryzykiem dla klienta i świadoma dyskusja na ten temat  niesie za sobą potencjał na wyróżnienie się na rynku

TRANSPARENCY - przejrzystość

  • firmy dotychczas korzystały (i nadal w wielu biznesach tak jest) z asymetrii informacji występującej pomiędzy nią a klientem - jednak właśnie ta asymetria informacji, dzięki możliwościom internetu i innych mediów niesłychanie szybko zanika
  • coraz rzadziej firmy są w stanie długo utrzymywać niejasność i nieprzejrzystość w swoich cenach, kosztach czy stosowanych marżach - coraz lepszy dostęp do informacji, możliwość ich niesłychanie szybkiej weryfikacji powoduje, że biznes zaczyna wymagać wysokiego stopnia przejrzystości i działaniu w oparciu o pewną zgodę społeczną

Zaproponowane przez Prahalada cztery bloki dla budowania modeli biznesowych w oparciu o współtworzenie wartości pozwalają na coś więcej, niż dzielenie się wiedzą, czy projektowanie usług czy produktów, wsłuchiwując się w potrzeby klienta. Ten system zakłada włączenie klientów w proces budowania wartości w firmie, opierając się na świadomym wykorzystaniu i korzyści i ryzyk, pozwalając na odkrycie nowych szans dla biznesu - przez prostą zmianę paradygmatu z własności na dostępność, przy pełnej świadomości dostępu do informacji przez klienta, a co za tym idzie konieczności utrzymywania transparentności procesów biznesowych.

Ciekawe, czy w Waszych systemach biznesowych te zasady już są stosowane... czy może widzicie szanse na zmianę i wykorzystanie myśli Parahalada do odświeżenia swojego biznesu...

Na mnie te myśli zrobiły duże wrażenie i pozwoliły mi przemodelować sposób mojej współpracy z klientami. Co udało mi się wprowadzić? Po pierwsze - świadomość ryzyka z obu stron. Po drugie - maksymalizację działania wspólnego przy wykorzystaniu metody dialogu i przejrzystości procesu, korzyści i zasad wynagradzania od początku do końca.

pRFL

ps. już pewnie ostatni raz, ale jeszcze raz zachęcam do książki C.K. Prahalad, V. Ramaswamy, The Future of Competition

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Najnowsze wpisy
2010-09-09 09:51 Każdy klient jest inny...
2010-09-08 18:30 Innowacja - nieformalnie?
2010-09-08 12:51 Marketing - inaczej?
2010-09-07 09:48 Indywidualizacja przyszłością innowacji
2010-06-10 00:19 Modele marek (1)
Najnowsze komentarze
2010-09-08 13:05
a.gornicka@inquiry.com.pl:
Marketing - inaczej?
Otóż to. Kiedyś, kiedy nie było jeszcze mody na badania etnograficzne, Brand Managerowie z[...]
2010-07-28 11:55
Rafał Kołodziej:
Modele marek (1)
No nie wiem... czy szkoda... Ja widzę zupełnie inny problem. A mianowicie jakości zarządzania w[...]
2010-07-28 11:45
Rafał Kołodziej:
Modele marek (1)
Wojtek, o tym będzie za chwilę, jak tylko zbiorę się do drugiego wpisu. Osobowość to pewne[...]
O mnie
Rafał Kołodziej
strateg-innowator