Ostatni post kończył się wątpliwościami typu 'czy to jest odpowiednie dla naszej firmy?' oraz 'ale u nas w firmie jestem w 100% pewien, że to nie zadziała'. Faktycznie. Tu pojawia się kluczowy moment naszych warsztatów i procesu poszukiwania błękitnych oceanów.
Kiedyś zaryzykowałem i wręczyłem tydzień przed warsztatem każdemu uczestnikowi książkę Strategia Błękitnego Oceanu, do przeczytania i przemyślenia przed warsztatem. Ale już tego nie robię. Dlaczego? Wielokrotnie przekonałem się już, jak kluczową kwestią w biznesie jest zarządzanie oczekiwaniami. Ten wspomniany warsztat był dla mnie dużym wysiłkiem w przełamywaniu oporów uczestników sceptycznych i chłodzeniu temperamentu tych, którzy szukali rewolucyjnych rozwiązań. Musiałem nieźle się gimnastykować, żeby wszystkie osoby z zespołu warsztatowego zrozumiały, że to do czego mamy dojść, to nie kolejny Yellow Tail czy Cirque du Solei, ale że rozmawiamy o ICH firmie. I że sposób myślenia strategicznego oparty o decyzje 'coś za coś' naprawdę można zastosować w ICH rzeczywistości.
W tym momencie jeszcze niewiele osób ma pomysł na to, jak to zrobić. A próba realizacji tego na podstawie już zbudowanej krzywej wartości dla firmy wydaje się być zadaniem nie do realizacji. Tu warto chwilę zastanowić się, dlaczego właśnie tak jest. Ludzie mają tendencję do odtwarzania akceptowanej rzeczywistości. W przypadku naszej krzywej wyraża się to przez dobór czynników (składowych) wartości w taki sposób, że najczęściej odzwierciedlają one sposób myślenia branży o samej sobie. Te czynniki wartości odzwierciedlają przekonanie wewnętrzne firmy o jej roli jako podmiotu tworzącego wartość dla klienta i lepiej wiedzącej, co jemu jest potrzebne. Także najczęściej w osi kluczowych wartości pojawiają się warunki sine qua non dla branży. I z czego tu można zrezygnować u nas w branży? Z niczego!
Piszę tego posta z hotelu w Denver, gdzie uczestniczę w warsztatach pod znamiennym tytułem Process and Tools to Define and Enable Your Blue Ocean Strategy, w których to uczestniczą głównie Amerykanie. W całym tym doświadczeniu najbardzej pocieszający jest fakt, że ci ludzie, którzy uczestniczą tutaj w warsztatach mają w sobie więcej przeświadczeń ograniczających, niż przeciętny uczestników warsztatów w Polsce. A schematy postępowania są dokładnie takie same, tylko wola zmiany jest tutaj nieco mniejsza.
Niezależnie od tego, czy opieramy się na procesie, którego się tutaj uczę, czy na myślach zawartych w książce Strategia Błękitnego Oceanu, czy na moich doświadczeniach realizacyjnych - innowacja nie nastąpi w cieniu klimatyzowanej sali konferencyjnej, w której się znajdujemy. Żeby to zadziałało, musimy pozbyć się przekonania o naszej wszechwiedzy o rynku i przypisywania sobie roli dostawcy wartości dla klienta. Dla osób zainteresowanych koncepcją - bardzo pomocne jest przeczytanie teorii C.K. Prahalda na temat nowoczesnych firm nodalnych (węzłowych), które odchodzą od klasycznego łańcucha wartości (dostawcy - firma - dystrybutorzy - konsument) w kierunku opartego o system wzajemnych powiązań łańcucha typu: konsument - firma - konsument. Dla osób zainteresowanych efektami, a nie teoriami - w tym miejscu następuje przerwa dwu-trzy -tygodniowa w warsztatach, która ma być wypełniona poszukiwaniem informacji na rynku.
Oczywiście każdy z uczestników dostaje szczegółowe wskazówki, jakie wywiady ma przeprowadzić, z kim rozmawiać i o czym. Kluczowa myśl, która przyświeca tym wywiadom to poszukiwanie możliwości. Dlatego wywiady są prowadzone zawsze z aktualnymi klientami, byłymi klientami, klientami konkurencji, nie klientami, etc i skupiają się głównie na ryzykach, zagrożeniach, dyskomforcie zakupu/użytkowania/procesu podejmowania decyzji. Jedna z podstawowych wartości tych wywiadów, to fakt, że managerowie wysokiego szczebla w organizacji w końcu wychodzą z zza swojego biurka, na którym pozostawiają grube raporty firm badawczych i idą konfronotwać swoje wyobrażenie z rzeczywistości, w stosunku do której często zgubili pokorę. To naprawdę jest doświadczenie, które pozwala otworzyć oczy.
Czy jest to badanie reprezentatywne? Oczywiście, że nie. Ale kogo to obchodzi? Czy otrzymujemy wystarczajacą ilość rzetelnej informacji, która pozwoli ograniczyć ryzyko podejmowanej decyzji? A czy 200-stronicowy raport dobrego instytutu badawczego wystarcza? Z drugiej strony każdy z uczestników warsztatu ma za zadanie przeprowadzenie 10-12 wywiadów z różnymi osobami. To daje w sumie ca 100-120 wywiadów, które dotykają rzeczywistości.
Uczestnicy warsztatu pracują w grupach, których zadaniem jest zebrać się na kilka dni przed warsztatem, podzielić się wnioskami i wrażeniami, a następnie zsyntetyzować je w postaci 1-2 nowych krzywych wartości, stanowiących propozycję dla klierunku strategicznego w firmie. Każda z tych krzywych wartości musi być dodatkowo opatrzona uzupełnioną macierzą Eliminate/Reduce/Raise/Create, dzięki której jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć te kwestie, na które stawia dana koncepcja. Dodatkową syntezą wymaganą przy pracy jest proste i chwytliwe hasło reklamowe, które może oddać naszą myśl strategiczną. Ta jest dobra wtedy, gdy jesteśmy w stanie zamknąć ją w jednym jasnym dla wszystkich zdaniu.
Co się dzieje dalej? O tym w kolejnej, chyba już ostatniej, odsłonie.
Mam nadzieję, że zamknę to jak najszybciej, bo chciałbym napisać kilka słów o koncepcji Prahalada, która mnie aktualnie pochłania...
pRFL






