Pisałem ostatnio na temat ograniczeń, na które natknąłem się podczas pracy z modelami biznesowymi A. Osterwaldera (Business Model Canvas) oraz A. Maurya (Lean Canvas). Dzisiaj chciałbym pogłębić ten temat, koncentrując się na propozycjach modyfikacji, dzięki którym praca może stać się prostsza a efekty lepsze. Propozycje te są efektem połączenia koncepcji takich osobowości jak M. Porter, P. Drucker, C.K. Prahalad, H. Chesborough, C. Christenson, L.A. Bettencourt, R. Leifer, A. Ulwick, A. Osterwalder, A. Maurya, ale też D. Aaker i inni autorzy, z różnych dziedzin wiedzy. Oczywiście wszystko to przemielone jest przez moje doświadczenie. Jednak nie mam zamiaru tutaj teoretyzować, ale pokazać nieco inny sposób myślenia.
A. Osterwalder w prosty sposób pokazał, jak należy myśleć o modelu biznesowym, a jego kanwa (Business Model Canvas) stała się swoistą osnową myślenia dla wszystkich pracujących dzisiaj z modelami biznesowymi (o modelu biznesowym Osterwaldera piszę więcej tu). Pomimo wielu cech, które czynią tę koncepcję interesującą, ta kanwa ma kilka wad, a mianowicie:
- jest statyczną migawką rzeczywistości - brakuje w niej elementu dynamicznego, pozwalającego na myślenie o modelu biznesowym w dłuższym okresie,
- nie jest osadzona w potrzebie/problemie człowieka - propozycja wartości jest odpowiedzią, na pytanie/problem, który jest nienazwany,
- brakuje w niej rezultatu, do którego dążymy i który chcemy osiągnąć w wyniku dostarczenia obiecanej wartości,
- we wnętrzu modelu biznesowego brakuje systemu feedbackowego, pozwalającego na jego samodoskonalenie.
Część z tych niedogodności zauważył i próbował zrekompensować Ash Maurya, tworząc swój Lean Canvas. W swojej koncepcji Maurya'i wpisuje problem konsumenta jako punkt wyjścia do budowy biznesu (więcej o jego koncepcji piszę tu). W Lean Canvas jednak tracimy to, co jest w biznesie priorytetowe, a mianowicie skalowalność i świadomości faktu, że każdy rozwój wymaga dużych inwestycji po stronie organizacji (zasoby, procesy, ludzie, partnerzy), co bardzo trafnie uchwycił A. Osterwalder, opierając się na koncepcji czynności M. Portera. Lean Canvas staje się przez to mniej użyteczny po wypracowaniu pomysłu na biznes, czyli wtedy gdy musimy zacząć działać, a nie tylko rozważać adekwatność pomysłu biznesowego.
Z drugiej strony ludzie zajmujący się marketingiem już dawno zauważyli, że schemat myślenia od potrzeby człowieka, przez propozycję rozwiązań, aż do wrażeń wynikających z jej realizacji sprawdza się w biznesie. To marketing postawił kiedyś klienta w centrum zainteresowania procesów biznesowych. Marketing jednak dzisiaj stracił silną pozycję, gdyż przewartościował swoją rolę w biznesie. Jednak schemat myślenia:
INSIGHT -> BRAND PROPOSITION -> TAKE OUT
uważam ze wszech miar za słuszny i prawdziwy. Wynika z niego konieczność zakorzenienia biznesu w potrzebie klienta, stawiając człowieka w centrum naszego zainteresowania. Na tę potrzebę odpowiadamy ofertą marki, której celem jest usatysfakcjonowanie klienta (brand proposition). Po użyciu produktu lub skorzystaniu z konkretnej usługi, klient uzyskuje określone wrażenie (take-out), które warunkuje realizację podobnej potrzeby w przyszłości (np. wybierze ten sam produkt ponownie lub skorzysta z innej oferty).
W ten schemat wbudowany jest i klient - jako podmiot, i dynamika możliwa do opisania w następującym schemacie:
potrzeba –> oferta –> doświadczenie –>
–> zmodyfikowana potrzeba –> oferta –> doświadczenie –>
–> zmodyfikowana potrzeba….
Każdy z nas ma zestaw różnych potrzeb, które są wypełniane, ale które ewoluują z czasem. Właśnie tego aspektu czasu jak i zakorzenienia w potrzebie brakuje mi w modelu A. Osterwaldera.
Do propozycji rozwiązania tej niedogodności zainspirowała mnie teoria outcome-driven innovation, zaproponowana przez A. Ulwicka a rozwinięta przez L.A. Bettencourta, w myśl której ludzie kupują produkty lub usługi, by mieć wykonaną pewną pracę. Idziemy do restauracji, by ktoś za nas dobrze ugotował i po nas posprzątał. Korzystamy z wyszukiwarki, żeby znaleźć konkretną informację. Wsiadamy do pociągu, po to by ktoś nad dowiózł z punktu A do punktu B. Takich przykładów można mnożyć tysiące. Koncepcja ta nie dotyczy tylko usług, ale też produktów, np. kupujemy chleb, bo ktoś za nas go upiekł i dostarczył.
Teoretycznie moglibyśmy zrobić to wszystko sami, a nie kupować produktów od zewnętrznych dostawców. Często jednak czas poświęcony na realizację tych czynności samemu jest niewspółmiernie wysoki w stosunku do kosztów, które ponosimy przy zakupie. Np. samodzielny wypiek chleba jest czasochłonny. Podobnie jak koszt jego wytworzenia. Musimy kupić mąkę, kupić lub zrobić zakwas, posiadać piekarnik lub specjalne urządzenie, zaopatrzyć się w dodatki smakowe, etc. Licząc nasz czas, który poświęcimy na upieczenie chleba, przez przez utracone korzyści, które moglibyśmy osiągnąć nie piekąc samemu chleba, ale kupując go w sklepie, określamy naszą skłonność do zapłacenia ceny za bochenek chleba. Ten czas jest oczywiście niewspółmiernie wysoki w stosunku do czasu potrzebnego do nabycia bochenka w sklepie za rogiem, szczególnie że produkcja przemysłowa chleba pozwoliła obniżyć koszty do takiego stopnia, że nikt z nas się już nad tym nie zastanawia. Czasem nie jednak jesteśmy w stanie uzyskać tej korzyści w sklepie za rogiem, bo np. nie mają chleba ekologicznego. Właśnie takie potrzeby, obserwowane przez pracę, która jest do wykonania - jak wskazuje koncepcja outcome-driven-innovation - stanowią bazę do budowania nowych biznesów.
Myślenie przez pryzmat pracy do wykonania niesie za sobą konkretne konsekwencje. Firmy, zamiast myśleć kategoriami ‘Jak nam idzie?’ powinny zacząć od pytania ‘Jak idzie klientowi?’, a jeszcze dalej, powinny zacząć zastanawiać się: ‘Jaką pracę ma do wykonania Klienta? I jak możemy mu w tym pomóc?’. Według nieco zmodyfikowanej przeze mnie koncepcji Lance’a A. Bettencourta:
- Klienci kupują produkty i usługi, żeby mieć wykonaną określoną pracę, np. kupujemy kartę kredytową, aby wygodnie dokonywać zakupów, korzystamy z usług lekarza, aby mieć zdiagnozowaną i wyleczoną chorobę,
- Klienci kupują konkretne rozwiązania, w poszczególnych etapach złożonego procesu, który w efekcie ma im wykonać określoną pracę, np. w czasie zakupu sprzętu RTV przechodzimy przez etap poszukiwania informacji na temat produktów, poszukiwania informacji na temat miejsca zakupu, rozważania cen produktów, rozważanie oferentów, wybór, zakup - w każdym z tych etapów możemy pomóc klientowi wykonując za niego tę pracę, możemy też zaproponować kompleksowe rozwiązanie problemu, np. firmy oferujące karty kredytowe skupiają się na momencie płacenia, zapominając, że w trakcie procesu zakupu pojawiają się różne fazy, także poszukiwanie opcji (a co by było, gdybyśmy jako oferent kart kredytowych połączyli siły z np. ceneo.pl i w trakcie procesu zakupu dostarczali wiarygodnych informacji w tym etapie realizacji zakupu?),
- Klienci oczekują konkretnego wyniku i właśnie ten wynik jest podstawą do oceny, czy dana praca została wykonana w pożądany przez nich sposób, np. jeżeli oczekuję szybkiej i skutecznej diagnozy, to będę oceniał ją także przez pryzmat czasu oczekiwania na lekarza, albo chcąc kupić ulubioną kawę, będę oceniał ten zakup po dostępności, cenie na półce, a także innych aspektach, które pozostają w kontekście aktu zakupu (np. czasu poszukiwania jej na półkach, uprzejmości sprzedawcy, zapachu w sklepie, etc),
- Klienci posiadają konkretne potrzeby (zarówno racjonalne jak i emocjonalne), które dotyczą zarówno efektu, jak i procesu jego uzyskiwania. Potrzeby te są zmienne i ewoluują w czasie. Dlatego też przyjęcie np. jednego modelu biznesowego nie jest skuteczne, a mechanizmy samodoskonalenia powinny być wszyte bardzo głęboko w budowaną koncepcję biznesu.
Innowacja sterowana rezultatem (outcome-driven innovation) oparta jest na założeniu, że biznesy są zbudowane po to, by wykonać określoną pracę, na rzecz klienta, za którą ten skłonny jest zapłacić. Takie myślenie może znaleźć zastosowanie praktycznie w każdym biznesie i co najważniejsze stawia człowieka i jego potrzeby w centrum zainteresowania. Osadzenie osterwalderowskiego modelu biznesowego właśnie w tej koncepcji, pozwala zdynamizować ten model, jednocześnie wpisując się w sposób myślenia Asha Maurya’i.
Ten nowy model mógłby wyglądać w sposób następujący:

Na czym polega i czym jest uwarunkowana zaproponowana zmiana? Sam model Osterwaldera ulega niewielkiej modyfikacji. Uważam, że siła leży w jego prostocie i ta właśnie cecha powinna zostać zachowana. Podobnie jak część wnętrza organizacji, którą gubi Lean Canvas Asha Maurya'i. Skalowalność procesów biznesowych związana jest z rozrostem organizacji właśnie po stronie kosztowej i poszukiwanie skalowalnej koncepcji nie może pozostać bez rozważań po stronie wnętrza organizacji. Tego aspektu Ash Maurya nie dotyka w swoim modelu a wg mnie jest on kluczowy dla prawidłowego funkcjonowania biznesu. Jak też piszę powyżej w modelu Osterwaldera nie ma mechanizmu samodoskonalenia, w który wpisywałaby się koncepcja value co-creation, czyli współtworzenia wartości z konsumentami (nieco więcej o value co-creation można znaleźć tu).

Moim zdaniem w modelu biznesowym Osterwaldera jest idealne miejsce na mechanizmy value co-creation. Znajduje się ono w miejscu, które dzisiaj opisane jest jako Customer Relations. Doświadczenie moje wskazuje, że właśnie ten element stwarza dużą trudność przy wypełnianiu. Często spotykam pytania, co tak naprawdę powinno być wpisane w tym miejscu. A moje tłumaczenia uznawane są za zbyt enigmatyczne, żeby były zadowalające. Jeżeli zmienilibyśmy funkcję tego elementu, traktując go jako nie budowanie relacji, ale działania mające na celu ciągłe odzyskiwanie klienta i zbieranie od niego feedbacku. Obszar te, który znajduje się ponad kanałami dystrybucji i komunikacji moglibyśmy nazwać Customer Feedback & Re-Win. W ten sposób znaleźlibyśmy miejsce na mechanikę utrzymywania ciągłego kontaktu z klientem, co we współczesnych biznesach jest niezbędne.
Chciałbym też zwrócić uwagę na zwroty strzałek, które zaproponowałem inaczej niż w klasycznym modelu Osterwaldera. Te strzałki tworzą małą pętlę feedbackową, zwaną przeze mnie Small Loop. Pozwala ona nam wprowadzić do modelu biznesowego mechanizmy ciągłego pozyskiwanie klienta na nowo oraz utrzymywania z nim kontaktu (czerpania z jego wiedzy, doświadczenia i doświadczania). Ta pętla to miejsce dla mechanizmów, które mają zbierać informację zwrotną od klienta, wyciągać wnioski i na bieżąco modyfikować nasze działania, w myśl zasady: zrób i poprawiaj. Dzięki temu w mechanikę procesów biznesowych wprowadzony zostaje element stymulujący powstawanie innowacji inkrementalnych w różnych obszarach działalności (kanały sprzedaży, komunikacji, propozycja wartości, kluczowe czynności, kluczowe zasoby, etc) - o naturze innowacji inkrementalnych i radykalnych piszę tutaj. Żeby biznes działał w sposób skuteczny i elastyczny, oprócz ciągłej analizy jakości aktualnie dostarczanych rozwiązań, konieczne jest znalezienie sposobu na ciągłe poszukiwanie nowych możliwości rynkowych. Innymi słowy osadzenie go w potrzebie klienta (już istniejącej lub dopiero kreowanej) i wpisanie go w tzw. dużą petlę (nazwałem ją Big Loop). Duża pętla pozwala ciągle poszukiwać nowych potrzeb, analizując dostarczonych rezultat, a w konsekwencji umożliwia tworzenie innowacji radykalnych.
ZACZYNAMY OD DEFINICJI PRACY
Źródłem wszelkich proponowanych klientom rozwiązań jest praca, którą ma on do wykonania (Job To Be Done). Praca ta określa działanie, dla których produkt lub usługa jest nabywana lub może zostać nabyta.

Działaniem tym może być albo problem, którego klient chce uniknąć bądź który chce rozwiązań lub cel który klient chce osiągnąć (więcej w L. A. Bettencourt, Service Innovation), np. szybko wysłać paczkę (DPD), tanio wysłać paczkę (InPost), poprawić widzenie (Vision Express), trwale poprawić wzrok (Klinika Okulistyczna), ochronić dom przed złodziejami (solidny zamek, alarm czy może Solid Security?).
Ponieważ praca określa działania, ze względu na które produkt czy usługa może zostać zakupiona, jej określenie zawsze powinno zawierać (1) czasownik, określający to działanie oraz (2) rzeczownik, jako obiekt tego działania, np. (1) nauczyć się grać na (2) flecie. Bettencourt obrazowo pokazuje jak konstruować zdanie określające pracę do wykonania i w tym celu posługuje się poniższym przykładem:

Tak pokazana praca daje podstawę do budowy rozwiązań w postaci usług czy produktów. Daje punkt oparcia dla definicji propozycji wartości. I staje się osnową tworzenia modeli biznesowych. Aby można było zbudować propozycję wartości i model biznesowy praca powinna odzwierciedlać dokładnie to, co klient próbuje uzyskać i być właściwa dla wystarczająco dużej grupy klientów (segmenty klientów w modelu biznesowym). Praca powinna być także stabilna w czasie i na tyle właściwa, aby wesprzeć jednoznacznie kurs podejmowanych działań (zapisany w biznesie w postaci misji). Określenie pracy jaką ma klient do wykonania, nie może wskazywać rozwiązań, ale powinno skupiać się na jego potrzebie. Tzn. bardziej: ‘określenie, gdzie znajduje się samochód’ w opisanej powyżej sytuacji, niż ‘znalezienie samochodu po sygnale klaksonu’. To drugie określenie nie pozostawia przestrzeni na kreatywność w przygotowaniu rozwiązań. Jednocześnie sugerując rozwiązanie, które może być błędne.
WAŻNY JEST REZULTAT, KTÓRY KLIENT CHCE UZYSKAĆ
Każda praca oczekiwana przez klienta (Job To Be Done) musi przynieść konkretny rezultat. Rezultat jest miarą, którą klient używa do określenia jakości wykonania konkretnej pracy na jego rzecz. W ten sposób rezultat jest ściśle powiązany z wykonaną pracą. Prosta praca oczekiwana przez klienta może mieć jeden rezultat, ale skomplikowana, angażująca wiele elementów i składająca się z wielu kroków, może przynieść szereg różnych rezultatów.
Wg. Bettencourta zdanie określające rezultat powinno mieć także określoną strukturę. ‘Ze względu na fakt, że rezultat jest miarą sukcesu, powinien zawierać (1) kierunek poprawy, (2) jednostkę miary tej poprawy oraz (3) specyficzny, konkretny cel kontroli, określający, co tak naprawdę było poddane pomiarowi przez klienta.’, np. (1) minimalizować (2) czas potrzebny do (3) znalezienia samochodu zaparkowanego wśród tysięcy innych podczas masowych imprez. Klient uzyskuje konkretną korzyść - czyli minimalizację czasu. Jest w stanie to ocenić, poddając ewaluacji konkretną propozycję wartości, oferowaną przez danego oferenta, który organizuje swoje procesy wokół konkretnego modelu biznesowego.

Aby jednoznacznie określić rezultat i nie popaść w pułapkę opisywania produktu, zdanie go określające, podobnie jak zdanie określające pracę do wykonania, nie może sugerować rozwiązania, musi być jednoznaczne i ściśle związane z tym, co klient tak naprawdę chce uzyskać.
CIĄGŁE DOSKONALENIE
Biznes to ciągłe doskonalenie, zarówno na poziomie wewnętrznych procesów (temu ma służyć Small Loop) jak i na poziomie koncepcji. Właśnie w tym celu wprowadziłem do mojej modyfikacji modelu biznesowego element feedbackowy, czyli Big Loop. W przeciwieństwie do małej pętli feedbackowej, duża pętla ma na celu ciągłą weryfikację koncepcji na poziomie rezultatu, zmierzając do weryfikacji wykonywanej na rzecz klienta pracy na poziomie, umożliwiającym myślenie o innowacji radykalnej, czyli dopuszczenie do siebie możliwości zupełnie innego podejścia do realizowanych aktualnie procesów biznesowych.

KILKA SŁÓW WNIOSKÓW I ZALECEŃ
Oczywiście muszę przetrenować tą ideę w kolejnych projektach i sprawdzić jak to działa w praktyce. Na dzisiaj wydaje mi się, że łącząc koncepcję Aleksandra Osterwaldera i Asha Maurya’i, z koncepcjami Antony'ego Ulwicka, Lance’a Bettencourt i Michaela Portera, uzyskujemy nową jakość i miejsce dla procesów co-creation w firmach. Co więcej w ten sposób budujemy pole dla innowacji inkrementalnej (poprawiającej to co dzisiaj robimy) oraz innowacji radykalnej (szukając zupełnie nowych możliwości). Starałem się w mojej propozycji modyfikacji nie zgubić osterwalderowskiej prostoty i silniej zakorzenić ją w kliencie, który nie tylko jest podmiotem przy oferowaniu wartości, ale jest jej źródłem i celem.
pRFL